O autorze
Tagi
RSS
piątek, 22 lutego 2019
Pamiętam

pierwsze rozliczenia podatków - najpierw wycieczka do US po druki i instrukcje, potem kalkulator w rękę i liczenie, wpisywanie, sprawdzanie i znowu wycieczka do US, kolejka aby oddać. Ufff, ale jak to mówią, ćwiczenie czyni mistrza. I można było rozliczać i siebie i znajomych i rodzinę.  A potem z gazetą można było kupić płytę z programem PIT - wkładało się płytę, wpisywało dane, przepisywało cyferki i program liczył. Pamiętam jak pierwszy raz i tak sprawdziłam z kalkulatorem w ręce. Potem znowu drukowanie, wycieczka do US, kolejka aby oddać. Postęp. A nagle internet - program można ściągnąć, policzyć, wydruk i wycieczka do US - kolejka, oddanie. A można bez kolejki? tak, ale się bałam wysyłać drogą elektroniczną, co prawda ściągnęłam program ze strony ministerstwa ale dalej po wydrukowaniu zawiozłam. I nagle dwa lata temu nacisnęłam guziczek wyślij - cud, doszło do US. A teraz nagle ministerstwo wyliczyło za mnie, muszę połączyć 2 pity, ten z ZUSu i zakładu pracy (takie jeszcze zaszłości) - ale z ZUSu już miałam a z firmy jeszcze nie, a na stronie e-pity wszystko jest, edytowałam, wpisałam tylko komu oddaję 1% , nacisnęłam i fruuuu... Podoba mi się. Nawet bardzo. Bardzo, bardzo.

I tak wracam do życia.

22:20, zuzanka005
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 18 listopada 2018
zawsze byłam

ciepłolubna. Po prostu zmarzlak. Dla mnie październik to już prawie zima - szalik, rękawiczki, ciepłe buty, rajstopy pod spodnie, kurtka zapięta prawie pod szyję, wąskie mankiety aby wiatr nie nadmuchał. Okno otwarte zimą? nigdy, wywietrzyć i zamknąć. Ale lata mijają. Rok temu byłam na jakiejś miejskiej imprezie, na zakończenie była grochóweczka, a ja...biegałam między stołami w krótkim rękawie - połowa października, dość zimno a mi ciepło. A teraz...no fakt, jest ciepło a raczej było ale ja chodzę w czółenkach które ubieram na bose stopy. Kozaczki królują a ja te czółenka nawet wracając z basenu. Bo ja od września na basen chodzę, takie tam emeryckie wejścia za 60 zł za 3 miesiące. Dwie godziny w tygodniu z nauką pływania. Z nauki pływania zrezygnowałam, za często głową musiałam kręcić, podnosić ją a z tego wyszedł problem z kręgami szyjnymi, a jak kręgi to i zaraz masakryczny ból głowy. I skończyło się na solance, jakuzzi, bicze szkockie. Sama chodzę i jest fajnie. Jak skończą się te wejścia to kupię karnet. Ruch jest wskazany. Byłam na prześwietleniu, może w końcu odbiorę wyniki i zobaczymy, może rehabilitacja pomoże. Mam nadzieję że to nic groźnego.

Wakacje minęły, zostały wspomnienia, nawet miłe. Zrobiłam na jednym wyjeździe coś, czego się nie spodziewałam po sobie. No po prostu. Może kiedyś się przyznam.



17:32, zuzanka005
Link Komentarze (1) »
środa, 09 maja 2018
Wracam chyba

do życia. Może to tabletki a może zbliżające się lato...Czuję się lepiej, chyba odzyskuję chęć do życia, zaczynam planować, czytać, mam ochotę na życie. Zaczynam myśleć o podróżach - dopóki jest zdrowie trzeba wykorzystać czas i ochotę. Byłam na majówce. Tydzień w Szwajcarii i mogę powiedzieć że ta Szwajcaria jest nudnaaaaaaa....

s1

dwa razy wjeżdżaliśmy w góry ale niestety mgła przesłaniała widoczność ale wiedząc że za mną jest Monte Blanc... 

 

10:24, zuzanka005
Link Komentarze (1) »
czwartek, 11 stycznia 2018
i znowu

rok starsza. Starsza. Starsza. Spokojnie było. Zamówiliśmy pizzę, ja z córką jedną a drugą wnuczek pizzażerca. I minęło. Jaki był rok? Trudno mi go określić. Miało być dobrze a jest tak jakoś...nie potrafię tego określić. Ale pod koniec grudnia zrobiłam coś co powinnam zrobić dawno, zapisałam się na wizytę w poradni zdrowia psychicznego bo naprawdę trudno mi się żyje, jestem apatyczna, zmęczona, po prostu nic mi się nie chce, najchętniej leżałabym w łóżku cały dzień. I trwa to już prawie rok. Udaję bo muszę. Ale tylko udaję. A przecież trochę życia przede mną. Na wizytę czeka się miesiąc. I nawet można wybrać - lekarz kobieta czy mężczyzna.

Zaczynam planować wakacje - bo takie planowanie pozwala mi trochę cieszyć się życiem. Jak na razie zaplanowane 3 wyjazdy, a każdy wyjazd ograniczony jednak finansami. Na początku marca króciutki wyjazd do Wilna na Kaziuki wileńskie, potem Szwajcaria i na koniec Białoruś. Zaplanowane przeze mnie i chyba udaje mi się cieszyć. Pozwoliłam przez ostatni rok decydować o moich wyjazdach i to nie wyszło mi na zdrowie psychiczne. Zawsze planowałam sama, wybierałam wyjazdy które mnie cieszyły i wiedziałam że dam radę. A tu nagle słyszałam: nie tu nie pojedziemy, tu nie będzie fajnie, ooooo, tu pojedziemy. A mi aż włosy stawały na rękach jak widziałam że tu pojedziemy oznacza wysokie góry, że będę na końcu szła, dyszała jak parowóz a to wszystko zostanie jeszcze sfilmowane. Never - nigdy więcej. A ile było mówienia że jadę do Toskani - a po co, a niebezpiecznie. a kto ci zdjęcie zrobi. A pojechałam i nie żałuję. I w tym roku też pojadę i będę zadowolona.

Tagi: a wszys
23:42, zuzanka005
Link Komentarze (2) »
czwartek, 07 grudnia 2017
kocie sprawy

Miałam iść do firmy skończyć moje sprawy - ale stwierdziłam że pójdę do weterynarza z kocicą. W grudniu musi być zaszczepiona a przed tym zbadana i odrobaczona. Czyli przed 15 do transportera i heja. W lutym minie rok jak jest z nami. Wnuczek taki jest z niej dumny i ciągle dopytuje: ale dobrze wybrałem kota, prawda? Pogoda taka jakaś, słońce świeci tak mocno że powiesiłam zasłonki, co prawda mam żaluzje ale hrabianka musi widzieć co za oknem się dzieje. A czasami to się dzieje odkąd powiesiłam kule i słoninkę dla sikorek. Prawie kino.

11:40, zuzanka005
Link Dodaj komentarz »
środa, 06 grudnia 2017
tak sobie myślę

że nie nadaję się do życia w związku, spotkać się, pogadać i takie inne sprawy,,,kino, teatr, wspólny wyjazd...można by tak wymieniać długo ale wspólne mieszkanie jakoś mi nie podchodzi. Był czas że nie mogłam spać z powodu chrapania drugiej osoby, po 2 nocach powiedziałam basta, nie chcę abyś zostawał na noc. Ja nie muszę się męczyć. I całkowity brak zrozumienia. Przecież mogłaś mnie obudzić. Pewnie, całą noc mam szturchać i budzić. I dalej nie będę spała. Gorsza sprawa to brak higieny. Mam wrażenie że panowie po 50 przestają o nią dbać. A potem się bierze do całowania.

Mam taką małą fobię - wiem że nie jestem fotogeniczna, dlatego nie lubię jak mnie ktoś fotografuje albo co gorsza kręci film. Nie lubię i już. Chociaż i to się trochę zmieniło. Przede wszystkim przez nowoczesne aparaty fotograficzne skąd można usunąć zdjęcia które mi się nie podobają. Ale największy wpływ na moją zmianę miały wycieczki na które zaczęłam wyjeżdżać - bo jak mam wrócić z Paryża czy Rzymu bez zdjęć? Wieża Eifla beze mnie obok? Niemożliwe. Tak więc coraz zdjęć pojawia się z moją osobą w roli głównej. Wyjazdy zagraniczne i krajowe, coraz więcej zdjęć, zawsze kogoś poproszę kto mi cyknie. Nigdy nie mam przed tym oporu. Najwyżej powie nie. Wyjazdy krajowe są też fajne, poznałam wiele miejsc w kraju. I tu zaczął się problem. Po takim wyjeździe dostawałam film. Najpierw gdzieś tam mignęłam, kawałek było mnie widać. Potem coraz więcej i więcej....aż zaczęło mnie to denerwować. Zaczęłam prosić, prawie żądać, spasuj trochę, jak grochem o ścianę. Nawet u mnie w domu potrafił robić zdjęcia i filmować. A we mnie rósł sprzeciw - i nie mogłam tego zrozumieć, chcesz filmować to filmuj ale nie mnie! W sobotę wyjechaliśmy. Głupi był to  wyjazd, tematyka mnie nie interesuje, szkoda pieniędzy. Oddaliliśmy się od grupy ale proszę - nie filmuj mnie, dobrze, dobrze. Stoję przy jakimś straganie, oglądam....i nagle widzę że to wszystko jest filmowane...i chyba po raz pierwszy miałam wrażenie że krew zalewa mi oczy. Odwróciłam się i odeszłam. Po prostu mam dość. Dość. Wiem że niektóre byłyby szczęśliwe, że jest ktoś przy tobie, ale ja nie mogę. Nie mam prywatności, przestaję rozmawiać jak widzę kamerę, boję się gestów, słów, nie mam pewności że prywatne rozmowy nie są nagrywane. Może to niepoważny problem. Może. Może to nienormalne zachowanie z mojej strony. Teraz policzyłam, mam 39 filmów, od 30 min do godzinnych, starałam się jej obejrzeć ale tak naprawdę wolę zdjęcia, rzucę okiem i wystarczy, a film leci i leci, lasek, górka, prawa strona, lewa strona i ciągle to samo co widziałam. No i ja, zupełnie niefotogeniczna. Bo chyba zapomniałam napisać - jestem koszmarnie niefotogeniczna. I oglądanie siebie samej nie sprawia mi przyjemności. Musiałam to wyrzucić z siebie. Trudno, będę sama wyjeżdżać na krajowe wypady. Bo niestety, na niektórych wyjazdach się spotkamy. 

09:18, zuzanka005
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 28 listopada 2017
czas leci

a ja mogę pochwalić się nową chorobą - zapalenie rogówki. Ja się wykończę do końca roku.

18:14, zuzanka005
Link Dodaj komentarz »
piątek, 13 października 2017
ząb

został odbudowany. Koszt - 100 zł. Ufffff, myślałam, że koronki będą a to już 1000 zł do wydania. Włosów coraz mniej mi wypada. No i laptop wzięłam z naprawy - 240 zł. Usterka była drobna - gniazdo do wtyczki było uszkodzone, ale przy okazji bateria poszła do wymiany i pamięć została dodana. Więc teraz w domu są 2 laptopy i jeden komputer stacjonarny. Kiedyś nie do pomyślenia. 

20:23, zuzanka005
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 09 października 2017
włosy

mi wypadają, ale ile! garściami. Jakoś wcześniej nie zauważyłam ale jak już zauważyłam...chyba połowa mi została, Na szczęście zawsze miałam gęste, więc teraz co nieco zostało. Na szczotce pełno, wystarczy że dłonią przejadę a tam cały kłąb. Kupiłam tabletki ostatnio tak reklamowane (30 zł), szampon (25) i tak już 2 tygodnie stosuję, jeszcze jakaś wcierka znaleziona w domu. Jakoś się poprawia, coraz mniej ich wypada, mam nadzieję że uda się. Nawet boję się iść do fryzjera bo jak szczotką pociągnie...farby też boję się użyć...I jeszcze...koronka z zęba mi wypadła. Zgubiła się. Mam specyficzny nieprawidłowy zgryz. Zęby z przodu miałam zjedzone. Ortodonty nie było. Nawet jak zaczęłam pracę to  o takim specjaliście nie było słychać. W końcu znalazłam dentystkę, która nałożyła mi koronki. Ale muszę strasznie uważać przy jedzeniu, żadnego gryzienia twardych owoców bo wystarczy lekki nacisk i koronka się odkleja. A że zrobione były nie z porcelany tylko z jakiegoś tworzywa to jeden się rozleciał - dentystka odtworzyła go, koronka będzie zmieniana dopiero gdy drugi wyleci. No i wyleciał - w Pilznie na święcie piwa. Najpierw wpadł do kufla z piwem, a potem po prostu wyleciał na chodnik. I jestem bez zęba - a wizyta u dentysty w piątek - i znowu kasa poleci, ostatnio jedna koronka z porcelany kosztowała 500 zł, a trzeba mi 2 zrobić. Oszczędności emeryckie trzeba będzie ruszyć...

22:18, zuzanka005
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 24 września 2017
oglądam

Masterchefa - Boziu, co ci ludzie potrafią gotować!

21:15, zuzanka005
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 22